Chile - Santiago de Chile

Stolica kraju - Santiago de Chile.

Miasto jest położone u podnóża Andów, około 100 km od oceanu i Valparaiso (najważniejszego portu Chile). Przez to jest jednym z niewielu miejsc na ziemi gdzie można jeździć na nartach i 2 godziny później leżeć na plaży. Santiago ma imponującą panoramę z górami w tle... o ile widać góry, bo mają "mały" problem ze smogiem (prawie jak Kraków). Na wszystkich kartkach pocztowych są za to takie epickie zdjęcia zrobione w te kilka dni kiedy jest dobra widoczność jak na przykład tu. W Santiago mieszka jedna trzecia Chilijczyków, w sumie ponad 6 milionów mieszkańców. Dominuje niska zabudowa przez co miasto jest ogromne. Naszym podstawowym środkiem transportu było metro, które jest świeżo po remoncie i całkiem fajnie zrobione. Mają w sumie działające cztery i pół linii oraz dwie kolejne w budowie, przez co jest to najbardziej rozbudowany system metra w Ameryce Południowej.

W budowie jest wieżowiec Gran Torre Santiago (bardzo odkrywcza nazwa: "Wielka Wieża Santiago"), który mimo że jeszcze nie jest ukończony już jest najwyższym budynkiem Ameryki Południowej i całej Ameryki Łacińskiej. Ma mieć 300 metrów wysokości.

Ogólnie Santiago leży na płaskim terenie z pojedynczymi wzgórzami sterczącymi z krajobrazu. Z fajnych rzeczy do zobaczenia jest na pewno park na wzgórzu Św. Łucji. Na szczycie można zobaczyć dwa forty/zamki i super widok na okolicę (jak widać na kolejnych zdjęciach).

Park leży przy najważniejszej alei w Santiago, czyli Avenida Libertador General Bernardo O'Higgins ("Aleja Generała Wyzwoliciela Bernarda O'Higginsa"). Sam O'Higgins był bojownikiem o oderwanie się od Hiszpanii i ojcem-założycielem niepodległego Chile. Urodził się w Chile natomiast miał irlandzkie korzenie. Idąc aleją dochodzi się do Palacio de La Moneda - siedziby Prezydenta republiki Chile. Pałac został kompletnie zniszczony w 1973 na skutek bombardowania w czasie puczu Augusto Pinocheta. W 1981 odbudowano go i obecnie jest dostępny dla zwiedzających. Oryginalnie w budynku miała być mennica, stąd "La Moneda" w nazwie.

Kawałek dalej jest Plac Broni (Plaza de Armas) czyli Rynek, gdzie znajduje się katedra, poczta główna, muzeum narodowe, konna policja, sprzedawcy obrazów różnej maści i... kompletnie nie pasujący do niczego szklany wieżowiec na rogu.

Katedra jest imponująca, w środku trochę podobna do Bazyliki Św. Piotra z tą różnicą że w podziemiach są grobowce chilijskich kardynałów zamiast papieży. Jak ktoś jest fanem chilijskich kardynałów to koniecznie powinien tu przyjechać!

Ulice w okolicach rynku. Niewiadomo czemu strasznie zatłoczone ludźmi w garniturach.

Kolejne wzgórze z na którym byliśmy to Cerro San Cristóbal (Szczyt Św. Krzysztofa). Znajduje się na terenie parku miejskiego. Na szczycie stoi Santuario de la Inmaculada Concepción del Cerro San Cristóbal - jedno z najważniejszych miejsc chrześcijańskich w Chile, które składa się z malutkiego kościółka i figury Virgen Maria. W 1987 roku Jan Paweł II z tego miejsca błogosławił Santiago.

Okolica w której mieszkaliśmy to Providencia i położona jest przy Avenida Vicuña Mackenna. Z ciekawych rzeczy na recepcji hostelu pracowała Polka (jak widać jesteśmy wszędzie :)).

Jak na miasto tych rozmiarów w Santiago nie ma za wiele do zwiedzania i to w sumie przypadłość całego Chile. W porównaniu do innych miast w Ameryce Południowej Santiago de Chile jest chyba jednym z najbardziej europejskich i cywilizowanych, a także pełnym ludzi różnych narodowości. W Chile są fajne pustynie i plaże na północy, na południu super krajobrazy z lodowcami i fiordami, gdzieś pomiędzy Wyspa Wielkanocna i Santiago, natomiast odległości jakie trzeba pokonać żeby to wszystko zobaczyć są masakryczne - Chile ma 4200 km z góry na dół. Jest taka reklama Lotto w telewizji "Jak wygram milion to pojadę do Chile". Gdybyśmy wygrali milion, to Chile chyba nie było by na pierwszym miejscu na liście miejsc do zobaczenia, chyba że przy okazji w drodze skądś gdzieś.