Boliwia - Ruta de las Lagunas

Ruta de las Lagunas (Droga Lagun) to potoczna nazwa trasy z okolic Uyuni do Rezerwatu Flory Eduardo Avaroa, zajmującego południowo- zachodni kraniec Boliwii, zaraz przy granicy z Chile.

Trasa jest w całości off-road'owa, ma około 300 km i przebiega cały czas przez super-malownicze tereny. Co chwila jakiś wulkan albo inna wielka góra pokryta śniegiem.

Lagun po drodze jest kilka i różnią się między sobą kolorem wody. Jest to spowodowane obecnoścą innych gatunków alg. Mimo że niektóre laguny są bardzo blisko siebie, ich wody nigdy się nie wymieszały przez co każda ma unikalne gatunki alg zabarwiających wodę. Na pierwszy front Laguna Zielona (Laguna Verde).

Jak na takie pustkowie jest zaskakująco dużo różnych zwierząt i całe "życie" zgromadzone jest wokół wody, otoczone przez dziesiątki kilometrów niczego, nagich skał. Najfajniejsze oczywiście były flamingi. Na świecie jest sześć gatunków flamingów, dwa w Starym Świecie, cztery w Nowym. W Bolwii i Chile występują trzy z nich (Andeński, Chilijski i Flaming James'a). Różnią się między sobą kolorem nóg i dystrybucją na piórach tych czarnych kawałków. Podobno widzieliśmy wszystkie trzy, ale flamingi są dość strachliwe i ciężko podejść do nich bliżej niż powiedzmy 200 metrów, tak żeby się przekonać. W każdej lagunie jest ich cała masa, a na całym obszarze około 200-300 tysięcy. Najciekawsze jest to, że one całe życie siedzą w tej wodzie, która jest trująca dla człowieka, a flamingom nic z tego powodu nie ma.

Kaczki występują praktycznie na całym świecie, widzieliśmy je praktycznie w każdym kraju od Meksyku aż po Nową Zelandie i Australię. To że żyją też na pustyni było zaskoczeniem. Poza kaczkami, myszy i oczywiście Vicunie. Całe stada Vicuñii. Jest to taki gatunek wielbłądowatych, blisko spokrewniony z lamą i alpaką. Coś w stylu dzikiej lamy.

Biała laguna (Laguna Blanca).

Dalej zaczęła sie bardziej piaskowa pustynia, krajobraz jak na Tatooine z Gwiezdnych Wojen.

Drzewo z kamienia (Arbol de Piedra). Formacja skalna przypominająca drzewo. Każdy się tylko zastanawia kiedy to się zwali. Dookoła masa innych powykręcanych skał. Wydaje się że powinno tam być bardzo ciepło, natomiast nic bardziej mylnego. Cały ten teren leży w środku Andów, ponad 3500 m. n. p. m., czyli strasznie wieje i zimno jak nie wiem.

Cel drugiego dnia podróży - Laguna Colorada. Największa i najbardziej epicka z wszystkich. Ma około 10 na 10 kilmetrów, półtora metra w najgłębszym punkcie i na jej powierzchni żyją tysiące flamingów. Cały teren jest bardzo aktywny wulkanicznie, stąd różne wyziewy i białe wyspy z boraksu na lagunie.

Najfajniejsze jest to, że cały ten teren nie jest jeszcze skażony masową turystyką. Nie ma co kawałek hotelu, nie ma paskudnych budek z pamiątkami, straganów z jedzeniem... Jedynym dowodem działalności człowieka są ślady kół samochodów. Będąc w Boliwii - must see!