Peru - Machu Picchu

Największa atrakcja Peru i prawdopodobnie całej Ameryki Południowej - Stara Góra, czyli w keczua Machu Picchu.

Są dwa sposoby na zobaczenie Machu Picchu: wycieczka zorganizowana lub załatwienie wszystkiego samemu. Cenowo oba rozwiązania wychodzą mniej więcej podobnie. Wadą zorganizowanych wycieczek jest to, że większość z nich przyjeżdża na miejsce mniej więcej o tej samej porze, co powoduje ogromną ilość turystów na terenie Machu pomiędzy 10:00 a gdzieś 14:00. Załatwiając wszystko samemu można zobaczyć wszystko przed tłumem ludzi, w godzinach szczytu iść na inny szlak, a potem wrócić jak już turyści pojadą i zrobi się luźniej. Wybraliśmy drugą opcję.

Największy problem to transport. Machu Picchu leży w miejscu do którego bardzo, bardzo ciężko dojechać. Najbliższe miasto to położone około trzech kilometrów dalej Aguas Calientes, do którego nie prowadzi żadna droga. Nie da się też drogi zbudować, bo wszędzie dookoła jest park narodowy i, co chyba ważniejsze, droga była by dużej ilości osób nie na rękę, bo spadły by ceny. Prawdopodobnie zwiększyło by to też ilość przyjeżdżających ludzi, co zepsuło by to też klimat tego miejsca.

Jedynym sposobem dojazdu do Aguas jest pociąg, który kosztuje masakryczne pieniądze w stosunku do tego czym naprawdę jest. Za przejechanie 40 kilometrów pociągiem z Ollantaytambo (ostatnie miasto do którego da się dojechać drogą) do Aguas Calientes trzeba zapłacić minimum $50 w jedną stronę. Te najtańsze bilety dostępne są tylko na jeden pociąg dziennie do i jeden z Aguas, przez co wolne miejsca kończą się ultra szybko. Był niski sezon, a i tak trzeba było z dwa dni wcześniej bookować. Do tego te tanie pociągi są o beznadziejnych godzinach, czyli takich że trzeba nocować w Aguas (bo jest się za późno żeby zdążyć do Machu) albo wracając nocować w Ollantaytambo (bo ostatni autobus do Cusco już odjechał). Czyli zaoszczędzona kasa idzie na nocleg. Bardziej "rozsądne" pociągi (czyli o lepszych godzinach) kosztują 70-90$, i dalej mówimy tu o stawce za 40km w jedną stronę. Mrok. Peruwiańczycy płacą za ten pociąg może 10 zł, czyli nic.

No ale dobra, trzeba jechać. Kupiliśmy bilet na tren, przejechaliśmy trasę, wysiadamy na dworcu w Aguas i idziemy kupić bilety do Machu. Na szczęście kasy są w mieście, a nie przy wejściu. Bilet na Machu Picchu to około 130 zł, a bilet na Machu Picchu plus szlak na szczyt Huayna Picchu (o tym dalej) to około 150 zł za osobę. Był niski sezon, więc z biletami nie było problemu. W wysokim sezonie trzeba bookować nawet do miesiąca wcześniej. Na każdy dzień dostępne jest tylko 1500 biletów wejścia do Machu Picchu i 400 do Huayna Picchu.

Bilety są imienne, na określony dzień i nierefundowalne pod absolutnie żadnym pozorem. Czyli po zakupie trzeba modlić się (albo składać w ofierze jurnych młodzieńców, czy co tam Inkowie robili...), żeby następnego dnia nie padało, nie zmyło drogi, nie zalało czegoś... całe ryzyko po stronie kupującego.

Mając bilet nie pozostało nic innego jak relaksować się w basenach, od których Aguas calientes wzięło swoją nazwę (dosłownie Ciepłe Wody). Poza basenami i kosmicznymi cenami (dwa piwa i woda i 40 zł lżej) w mieście nie ma nic innego.

Jest jeszcze jeden ukryty koszt, czyli transport z Aguas do Machu Picchu. Miasto leży w dolinie, a Machu na grzbiecie góry. Pomiędzy nimi jest około trzech kilometrów drogą pod górę. Busik kosztuje $18 w dwie strony. Stwierdziliśmy, że nie damy im zarobić więcej i poszliśmy na piechotę. Trasa wygląda gorzej niż jest w rzeczywistości. Idzie się około półtora godziny, głównie schodami które co jakiś czas przecinają drogę. Nie ma źle.

Jako że timing is everything, wstaliśmy około 5 rano, Całą noc padało i byliśmy sceptyczni co do pogody, natomiast po wschodzie słońca zrobiło się trochę ładniej. Koło 8 rano doszliśmy do celu wędrówki. Widok absolutnie niesamowity, dokładnie jak na zdjęciach w przewodnikach. Ta najsłynniejsza góra w tle nazywa się właśnie Huayna Picchu, czyli Młoda Góra

Cały sekret tego miejsca polega na jego lokalizacji. Same ruiny tak naprawdę są nieduże i niezbyt wyszukane. Głównie pozostałości kamiennych budynków ze skośnym dachem i tarasów pod uprawę roślin. Natomiast usytuowane są w fenomenalnym miejscu. Zdjęcia kompletnie tego nie oddają, trzeba zobaczyć na żywo! Góry dookoła są ogromne i bardzo strome. W miejscach gdzie kończy się miasto rozpoczyna się przepaść, kilkaset metrów w dół.

Super jest też to, że praktycznie nigdzie nie widać współczesnej działalności człowieka, tylko tory kolejowe na samym dole, które z tej odległości nie wyróżniają się za bardzo.

Samo miasto skupione jest wokół czegoś w rodzaju rynku. Po jednej stronie jest kompleks świątynny, po drugiej zabudowania użytkowe. Wszystko otaczają tarasy rolnicze, które żywiły całe miasto.

Rynek widziany z bliska.

Brama miejska

Świątynia słońca, najważniejszy budynek każdego inkaskiego miasta. Okno jest tak usytuowane, że słońce wpada przez nie do środka pierwszego dnia astronomicznego lata.

Wszystko zbudowane jest bez użycia zaprawy. Kamienie ułożone są wycięte i dopasowane do siebie tak dokładnie, że nie da się pomiędzy nie nic wsunąć, a przez to że tak naprawdę tylko leżą na sobie, całość jest odporna na trzęsienia ziemi.

Ulica

Tarasy

Jako że nie planujemy wracać do Peru zbyt szybko, postanowiliśmy zdobyć Huayna Picchu. Co ciekawe na szczycie też ktoś mieszkał. Ci co zbudowali Machu Picchu byli hardkorami. Ci co zbudowali miasto na szczycie Huayna Picchu, byli überhardkorami.

Na górę wchodzą dziennie tylko dwie grupy ludzi. Pierwsza o 8:00, druga o 10:00, po maksymalnie dwieście osób w każdej. Szlak jest stromy, miejscami odsłonięty i im wyżej, tym robi się trudniejszy. Są kamienne schodki i stalowe liny do trzymania się. Zajmuje około dwóch-trzech godzin tam i z powrotem.

Widok na dolinę, jedno z niewielu zdjęć gdzie widać jakie wszystko jest ogromne.

Machu Picchu widziane z Huayna Picchu.

Tarasy na samej górze.

Na sam szczyt trzeba iść tunelem przez skałę a następnie przejść kawałek 20 centymetrową półką w skale mając z 1000 metrów w dół po jednej stronie.

Chwila na szczycie na zdjęcia, i trzeba wracać. Pora deszczowa, więc już zaczynały gromadzić się chmury, a mokre kamienie robią się śliskie. Jak wracaliśmy do Aguas to już oberwanie chmury trwało w najlepsze.

Po drodze ostatnie zdjęcia, jako że nie za szybko tu wrócimy :(

Podsumowując, tak, Machu Picchu jest epic i jedyne w swoim rodzaju. Tak, będąc w Peru trzeba je zobaczyć. Tak, masa ludzi marzy żeby tu przyjechać. Trzeba przyjechać, ale też trzeba się liczyć z ceną tej przyjemności, stawiamy że rzędu 600-1000 zł za osobę (za jeden dzień).