Peru - Tambomachay, Puca Pucara, Quenqo i Sasquaywaman

Jeden post, cztery kompleksy ruin.

Na wszystkie obiekty archeologiczne i muzea w rejonie Cusco potrzebny jest tzw. bilet turystyczny (boleto turistico). Kosztuje on koło 130-150 zł i jest ważny 10 dni. Trochę niefajne rozwiązanie, bo trzeba zapłacić kupę kasy za wejście do 16 atrakcji, mimo że na przykład chce się zobaczyć tylko dwie. Ponadto niektóre miejsca, które chcielibyśmy zobaczyć (jak katedra), nie są objęte tym biletem i trzeba płacić ekstra. Peru jest niestety zorganizowane tak, żeby kosić od turystów możliwie jak najwięcej dinero, a potem jeszcze trochę więcej. Cóż robić.

Skoro bilet i tak musieliśmy kupić, postaraliśmy się go dobrze wykorzystać. Niestety muzeum miejskie, muzeum sztuki współczesnej, museo de arte popular i muzeum Pachacutec'a plus punkt widokowy na jego figurze w sumie nie były warte czasu na nie poświęconego. Natomiast pokaz tańców i muzyki lokalnej był całkiem fajny. Rezultat - pięć atrakcji z 16 na bilecie zaliczone, praktycznie w jeden dzień.

Najfajniejasze okazały się jednak cztery kompleksy ruin. Wszystkie leżą wzdłuż jednej drogi. Z miasta podjeżdża się autobusem do najdalej i najwyżej położonego Tambomachay, a następnie wraca do miasta piechotą około 5-6 kilometrów, odwiedzając po kolei Puca Pucara, Quenqo i Sasquaywaman. Cały czas z góry. Pierwsze z nich to Tambomachay, czyli pozostałości obiektu kultu wody. W samym środku jest akwedukt i do dzisiaj wypływa z niego woda.

Około kilometra od Tambomachay w stronę Cusco znajduje się Puca Pucara. Taki okrągły zamek na wzgórzu, nie wiadomo po co dokładnie to zbudowano. Najbardziej prawdopodobne teorie głoszą że była to wieża zwiadowców lub zameczek myśliwski do wypadów łowieckich na okolicę.

Zameczek jest na wzgórzu i standardowo jest z niego fajny widok. Na przykład na czworonożny oddział kosząco-nawożący oraz ludzi pracujących w polu. Tradycja nakazuje, że to faceci zasiewają pola natomiast kobiety zbierają plony. Ubierają się do tego w odświętne ubrania (żeby znaleźć potencjalnego męża).

Od Puca Pucara do kolejnych ruin jest kawałek drogi. Znajdują się one praktycznie na granicy miasta Cusco i nazywają się Quenqo. Są to ruiny świątyni, gdzie zabijano w ofierze lamy i na podstawie kierunku spływania krwi przewidywano czy rok będzie udany czy do bani. W przeciwieństwie do poprzednich ruin, te są w większości wycięte w naturalnej skale, a nie zbudowane z kamieni (i zaprawy?).

Prawdopodobnie stół ofiarny. Śladów krwi nie było.

No i ostatnie ruiny - Sasquaywaman, które słyną z tego, że jak się odpowiednio przeczyta nazwę, to brzmi jak sexy women.